Link 12.06.2008 :: 23:41
Komentuj (1)
No i co mam więcej pisać? To jedno maiczne słowo mówi więcej, niż milion słów... Słucham jakichś dobijających piosenek, siedzę sama... nawet naszej reprezentacji kibicowalam sama... Bez sensu.
Akurat, kiedy ja jestem sama i potrzebuję przyjaciół to... ich nawet nie jest, jak na lekarstwo... ich nie ma poprostu. Każdy ma swoje życie, swoje sprawy...
Rzygać się chce...
Link 24.11.2007 :: 22:05
Komentuj (5)
Noszę nazwisko swojego byłego męża... Codziennie, gdy go używam, czuję się, jakbym to nie była ja. Bo nie mam z tą rodziną i z tym nazwiskiem nic wspólnego... Gdy wzięliśmy rozwód, nie miałam jakoś czasu ani zapału, by powrócić do panieńskiego.
Olałam to. Wkońcu nazwisko to nie całe życie...
Wszystko było OK. Do dzisiaj. Kuzynka mojego byłego męża, notabene dwulicowe jak psiakrew dziewczę, w wyniku jakichś niespełnionych ambicji (a raczej chyba żalu, że ktoś tak zwyczajny, jak ja używa tak "dostojnego" nazwiska) zapytała mnie, dlaczego je noszę. Z wyrzutem, jakby była to zbrodnia.
Z jednej strony sama żałuję, że nadal je noszę, bo jakkolwiek szanuję swojego byłego męża (cokolwiek mam do niego, to jednak jestem w stanie jakoś zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej potoczyło się jego życie), nie jestem w stanie zrozumieć tej jego "fantastycznej" przez duże F rodziny, która zachowuje się czasem, jak żywcem wyciągnięta z "Mody na sukces", albo, co gorsza, z wenezuelskiej telenoweli.
Noszę je, bo tak wyszło. Koniec - kropka. Gdybym nazywała się Connery, albo Shwarzenegger, to byłoby nawet rozsądne wytłumaczenie, że przy takim nazwisku pozostałam. Ale niestety...
Co ciekawe - z byłym mężem mam taki jakiś normalny kontakt. Rozmawiamy czasem, dzwonimy do siebie, spotykamy się w gronie wspólnych znajomych (tych prawdziwych, ale to dłuugi temat). Jest OK. Zadzwiwiająco OK, rzekłabym nawet. A jednak jego chora rodzinka ma żal i strasznie ją boli, że takie ścierwo, jak ja, nadal nosi tak cudowne nazwisko... Śmiać mi się chce, aż płakać, z tego całego przedstawienia.. Ale co robić? Takich dwóch, jak ich trzech, to nie ma ani jednego....
Może niedługo zmienię nazwisko, a może nie, bo mam ważniejsze sprawy na głowie.
Guzik mnie to obchodzi. Tym bardziej guzik powinno obchodzić innych. Ale mam w głębokim poważaniu, jak bardzo i kto troszczy się o moje życie. Uważam tylko, że to chore, że troszczy się, nie mając z nim krzty wspólnego...
Z czekistowskim pozdrowiniem (tekst zapożyczony z archiwum mojego przyjaciela) Brown-Eyes.
Created by Mauriel form szablony4u